jakdojade.pl
Zacząłem ostatnio studia w Warszawie. Po przyjeździe jak nie trudno się domyślić był szok związany z komunikacją. Nie miałem pojęcia jak z pomocą komunikacji miejskiej dostać się w wybrane miejsce. Dwa tygodnie jeździłem z użyciem papierowego planu miasta, na którym bardzo ciężko było odczytać jakiekolwiek informacje. Wszedłem dzisiaj na stronę ztm.waw.pl i zobaczyłem link do genialnej strony - http://jakdojade.pl
Strona umożliwia wyszukiwanie połączeń pomiędzy wybranymi na mapie punktami. Uwzględnia różne środki komunikacji - autobusy, tramwaje i metro. Pozwala na wybranie pomiędzy dojazdem z przesiadkami, bez przesiadek, z drogą do pokonania na piechotę lub bez niej itp. Zamiast klikania na mapie można wpisać nazwę ulicy, sklepu lub obiektu do którego się chcemy dostać.
Obecnie system obsługuje cztery miasta - Warszawę, Wrocław, Szczecin i Poznań. Kraków jest dostępny w wersji testowej.
Bardzo dużą zaletą jest dostęp do serwisu z poziomu telefonu komórkowego. Wchodząc na m.jakdojade.pl uzyskujemy dostęp do uproszczonej wersji systemu. Po wyszukaniu połączenia otrzymuje się spis przystanków, ale możliwe jest ściągnięcie mapy jeśli ktoś potrzebuje. Tutaj można pobawić się wersją mobilną korzystając z symulatora Opery Mini: http://www.opera.com/mini/demo/?url=m.jakdojade.pl
Instalacja kompilatora HLA pod Windowsem
W odpowiedzi na prośbę jednego z internautów, postanowiłem napisać krótką instrukcję instalacji kompilatora HLA dla systemu Windows.:
1. Ze strony http://web.mac.com/randyhyde/HighLevelAsm/WinDownload.html ściągnij kompilator i go zainstaluj.
2. Paczka z HLA zawiera kompilator, bibliotekę standardową, pliki nagłówkowe do niej, linker, trochę śmieci i assembler FASM. Zalecane jest wykorzystanie MASM-a, zamiast FASM-a (tradycyjna składnia, dodają IDE, kilka dodatkowych narzędzi). Jeśli się zdecydujesz na wykorzystanie MASM-a, to ściągnij go z http://www.masm32.com/masmdl.htm i zainstaluj w domyślnej lokalizacji.
3. Jeśli masz starszą wersję HLA lub korzystasz z MASM-a zamiast FASM-a, to musisz ustawić kilka zmiennych środowiskowych. Kliknij prawym przyciskiem myszy na Mój komputer, wybierz Właściwości, zakładkę Zaawansowane, przycisk u dołu okna - Zmienne środowiskowe. W zmiennych systemowych powinny być ustawione zmienne hlainc, hlalib, lib oraz dodana ścieżka do kompilatora i narzędzi dostarczanych wraz z HLA do zmiennej Path. Jeśli nie korzystasz z MASM-a, powinno to wyglądać tak:
path=xxxxx;c:\hla
lib=xxxxx;c:\hla\hlalib
hlalib=c:\hla\hlalib
hlainc=c:\hla\include
A tak powinna się prezentować wersja z MASM-em:
path=xxxxx;c:\hla;c:\masm32\bin
lib=xxxxx;c:\masm32\lib;c:\hla\hlalib
hlalib=c:\hla\hlalib
hlainc=c:\hla\include
Sprawdź czy wszystko się zgadza. Być może nie będziesz musiał nawet nic zmieniać.
Aby zmienne systemowe zaczęły obowiązywać, muszą zostać jeszcze przeładowane. Uruchom ponownie swój system.
4. Po restarcie przychodzi pora na test. Uruchom wiersz polecenia i wykonaj komendę:
C:\Documents and Settings\user>hla -?
Jeśli pojawi Ci się pomoc HLA, to znaczy że wszystko jest w porządku.
Osobiście polecam zmianę powłoki ze standardowego Wiersza poleceń na Cygwina. Bardzo ułatwia to życie.
5. Ewentualne działanie MASM-a sprawdź poleceniem
C:\Documents and Settings\user>ML /?
6. Sprawdź też czy działa linker. Dostarczany wraz z HLA linker to polink:
C:\Documents and Settings\user>polink /?
7. Pora na test ostateczny. Stwórz na dysku C: folder na Twoje zabawy z hla (np.: C:\hlafiles) i umieść w nim plik tekstowy test.hla o takiej zawartości:
program HelloWorld;
#include( "stdlib.hhf" )begin HelloWorld;
stdout.put( “Test hla”, nl );
end HelloWorld;
Teraz przejdź do tego folderu i skompiluj program:
C:\Documents and Settings\user>cd c:\hlafiles
C:\hlafiles>hla test.hla
W wyniku otrzymałeś plik exe. Uruchom go w konsoli:
C:\hlafiles>test.exe
Jeśli wyświetli Ci się komunikat, to znaczy, że wszystko jest ok. Środowisko HLA jest już gotowe do pracy.
Instalacja kompilatora HLA pod Linuksem
Matura mi się ładnie skończyła i czekam na wyniki części pisemnej. Aby się jednak nie nudzić, rzuciłem okiem na półkę z książkami, żeby przypomnieć sobie trochę programowanie. Była tam nigdy nie przeczytana przeze mnie pozycja o tytule Asembler - sztuka programowania autorstwa Randalla Hyde. Kupiłem ją dość dawno temu, ale z tego co pamiętam brakowało mi wiedzy by ją zrozumieć, więc odłożyłem ją z na półkę. Z czasem liznąłem trochę komputerów i podszedłem do ponownego czytania. Po chwili, jak nie trudno się domyśleć, trzeba było zainstalować kompilator. W głównym repozytorium Debiana nie było żadnej gotowej paczki, więc wszedłem na http://web.mac.com/randyhyde/HighLevelAsm/LInuxDownload.html i ściągnąłem archiwum tar.gz. Bez czytania instrukcji przeszedłem do instalacji, ale napotkałem na lekkie problemy z którymi sobie po chwili poradziłem. Aby jednak inni nie mieli w przyszłości takich problemów, postanowiłem napisać skróconą, polską instrukcję:
1. Zaloguj się jako root.
2. Zanim ściągniesz archiwum HLA, zainstaluj sobie pakiet binutils. Zawiera on niezbędne narzędzia typu assembler, linker itp. W przypadku Debiana i pochodnych instalujesz poleceniem:
apt-get install binutils
3. Teraz możesz już ściągnąć archiwum z kompilatorem HLA. Możesz je wypakować z dwukliku (korzystając z graficznych narzędzi) lub poleceniem
tar -zxvf linux.hla.tar.gz -C /
Program znajdzie się w folderze /usr/hla/. Oczywiście możesz go wypakować gdzie tylko chcesz (ja oprogramowanie przeznaczone tylko dla mnie, nie będące częścią dystrybucji, ładuję do folderu ~/.soft). Teraz możesz już wylogować się z roota i zalogować się jako zwykły użytkownik, który będzie korzystał z kompilatora.
4. Zanim skorzystasz z kompilatora musisz ustawić kilka zmiennych powłoki. Edytuj dowolnym edytorem tekstu plik .bashrc (pamiętaj o kropce na początku nazwy, bo to ukryty plik) znajdujący się w Twoim katalogu domowym. Przejdź na jego koniec i dodaj następujące linijki:
export PATH=$PATH:/usr/hla
export hlalib=/usr/hla/hlalib
export hlainc=/usr/hla/include
Już tłumaczę co jest co. Pierwsza linijka dodaje do zmiennej PATH ścieżkę do programów znajdujących się w folderze /usr/hla, czyli naszego kompilatora i narzędzi dostarczanych razem z nim. Dzięki temu zabiegowi będzie go można uruchomić podając tylko jego nazwę (hla progs.hls), a nie pełną ściekę (/usr/hla/hla progs.hla). Druga linijka dodaje zmienną hlalib, która zawiera ścieżkę dostępu do bibliotek HLA. Ostatnia linijka definiuje zmienną hlainc, zawierającą ścieżkę do plików nagłówkowych.
Wykonaj polecenie:
source ~/.bashrc
„Przeładuje” to nazwy zmiennych.
5. Wykonaj test. Stwórz plik tekstowy helloWorld.hla o zawartości:
program HelloWorld;
#include( "stdlib.hhf" )
begin HelloWorld;
stdout.put( "Ale jestem kozak", nl );
end HelloWorld;
Zapisz go i skompiluj poleceniem:
hla helloWorld.hla
Potem uruchom:
./helloWorld
Jeśli wyświetli Ci się napis „Ale jestem kozak”, to znaczy, że instalacja przebiegła pomyślnie.
To tyle. Jak byś napotkał jakies problemy, to na stronie HLA znajdziesz bardziej szczegółową instrukcję, ale w języku angielskim.
Konwersja do RMVB pod Linuksem
Kontener RMVB jako opakowanie dla RealVideo i RealAudio znają już chyba wszyscy. Ciągle jednak sprawia on trudności, szczególnie na etapie jego tworzenia. W Internecie można znaleźć wiele porad odnośnie konwersji do tego formatu, jednak zdecydowana większość z nich tak naprawdę opiera się na innych kodekach i kontenerach. Jedyne co je łączy z prawdziwym RealMedia to rozszerzenie pliku – .rmvb.
Aby uzyskać film RMVB z prawdziwego zdarzenia, trzeba do tego wykorzystać program RealProducer. Można go ściągnąć z tej strony:
http://forms.real.com/rnforms/products/tools/producerbasic/index.html
Wypełniamy formularz i pobieramy paczkę z programem. Kiedy już RealProducer znajdzie się na dysku, tworzymy spod roota folder /opt/producer, gdzie umieścimy nasz program:
# mkdir /opt/producer
następnie przenosimy ściągniętą paczkę do utworzonego folderu i wypakowujemy zawartość archiwum:
# mv realproducer_basic_111_linux_setup.tgz /opt/producer/
# cd /opt/producer/
# tar -zxvf realproducer_basic_111_linux_setup.tgz
Pasowało by jeszcze podlinkować program, żeby był bardziej dostępny:
#ln -s /opt/producer/producer /usr/bin/producer
RealProducer jest już gotowy. Nim jednak z niego skorzystamy, musimy przygotować plik avi z nieskompresowanym dźwiękiem i obrazem, który następnie poddamy kompresji kodekom z serii Real. Taki plik można łatwo uzyskać posługując się mencoderem:
$ mencoder film.flv -ovc raw -oac pcm -o film.avi
Podczas dekompresji możemy oczywiście napotkać na błędy, jeśli będziemy próbowali rozkompresowywać plik skompresowany nieznanym kodekiem. Jeśli jednak dekompresja się powiedzie, to jeszcze tylko jedno polecenie dzieli nas od filmu .rmvb – polecenie wykorzystujące RealProducer’a:
$ producer -i film.avi -o film.rmvb
Jeśli kompresujemy film po raz pierwszy, to będziemy musieli przeczytać i zaakceptować licencję programu. Następnym razem już się nie pojawi. Po akceptacji powinniśmy otrzymać film rmvb.
StarDict – ciekawy słownik komputerowy
Zapewne każdy internauta odwiedza raz na jakiś czas jakieś obcojęzyczne strony. Niejednokrotnie spotyka się tam słowa o nieznanym dotychczas znaczeniu. Oczywistym jest, że trzeba wówczas poszukać tłumaczenia w słowniku. Dostęp do słowników jest powszechny, ale wyszukiwanie w nich czegokolwiek zabiera trochę czasu. Trzeba wejść na stronę ze słownikiem, wpisać słówko i kliknąć na przetłumacz lub wyszukać słówko ręcznie w tradycyjnym, papierowym słowniku. Potrafi to być irytujące. Jest jednak na to rada – program komputerowy StarDict.
StarDict jest lekkim słownikiem komputerowym, który „siedzi sobie” w obszarze powiadamiania (tray). Użytkownik może go w każdej chwili wywołać i wpisać określone słówko. Niby to żadna rewelacja, ale główną zaletą programu jest to, że może on również tłumaczyć słówka po zaznaczeniu ich kursorem myszy bezpośrednio w przeglądarce. Ukazuje się wówczas okienko z tłumaczeniem oraz kilka dodatkowych opcji (ich ilość zależy od doinstalowanych pluginów). Program jest niesamowicie wygodny. Działa on wszędzie tam, gdzie da się coś zaznaczyć, włączając w to emulatory terminali.
Użytkownik ma do wyboru słowniki w formie plików oraz internetowe. Ilość obsługiwanych języków jest imponująca. Mamy do dyspozycji słowniki językowe, encyklopedie, uniksowe manuale i inne. Dostępne są również narzędzie do tworzenia własnych słowników. StarDict potrafi tłumaczyć również całe teksty korzystając z Google Translate (jakość tłumaczenia nie jest zależna bezpośrednio od programu).

StarDict znajduje się w repozytoriach wielu dystrybucji Linuksa. W przypadku mojego Debiana wystarczyło jedno polecenie – aptitude install stardict-gnome – i program był już zainstalowany. W przypadku innych systemów i dystrybucji należy przejść na stronę
http://stardict.sourceforge.net
i pobrać odpowiedni plik. Po instalacji trzeba jeszcze wgrać odpowiednie słowniki i wyłączyć niepotrzebne. Polskie słowniki można ściągnąć z tej podstrony:
http://stardict.sourceforge.net/Dictionaries_dictd-www.mova.org.php
Ściągamy np.: słownik pl-en oraz en-pl w postaci archiwów tar.bz2 i wypakowujemy do folderu ~/.stardict/dic/ (tar -jxvf plik_ze_slownikiem.tar.bz2 -C ~/.stardict/dic). Po ponownym uruchomieniu programu powinny być już dostępne. Dobrym pomysłem jest również skonfigurowanie programu tak, aby wyświetlał podpowiedzi po zaznaczeniu tylko wtedy, gdy naciśnięty jest przycisk windows. Jeśli program ma być uruchamiany podczas uruchamiania systemu warto zaznaczyć opcję ukrywania przy uruchamianiu.
JavaScript. Podręcznik tworzenia interaktywnych stron internetowych - szału nie ma
Byłem ostatnio na nartach. Wiedziałem, że będę miał dużo wolnego czasu, więc żeby się nie nudzić, postanowiłem kupić sobie jakąś książkę. Wparowałem do księgarni z chęcią przypomnienia sobie języka JavaScript. Poprosiłem o zaprezentowanie dostępnych pozycji. Wybór był przyzwoity, ale książki były adresowane głównie do początkujących (nie żebym był w tym jakiś kozak, ale uczyłem się JavaScript w czasach gimnazjum, więc coś tam już wiedziałem). W końcu padło na książkę Dave’a Thau — „JavaScript. Podręcznik tworzenia interaktywnych stron internetowych”.
Książka okazała się bardzo przeciętna, ale nie żałuję jej kupna. Materiał jest ułożony dość rozsądnie. Książka pisana jest raczej z nastawieniem na praktyczne zastosowanie JavaScript. Na początku każdego rozdziału przedstawiany jest rzeczywisty przykład z jakiejś strony internetowej (tinhouse.com, Google Suggest, Google Maps i inne), który jest następnie omawiany, a potem w miarę możliwości, ponownie realizowany i opisywany przez autora książki. Bardzo dużym plusem jest to, że autor dość dobrze tłumaczy wszelkie zagadnienia (przynajmniej takie odnoszę wrażenie). Żaden z rozdziałów nie przysporzył mi jakichkolwiek problemów. Kolejną zaletą o której warto wspomnieć są zadania kończące każdy rozdział. Ich wykonanie zmusza czytelnika do przećwiczenia znacznej części materiału, choć nie wymaga zbytnio używania mózgu (zadania są dość proste).
Jeśli chodzi o samo wykonanie książki, to książka ma blisko 600 stron, a jest to już rozmiar przy którym warto pokusić się o obrobienie jej twardą oprawą. Okładka zniszczyła mi się już po pierwszym przeczytaniu (tydzień czasu). Książka jest łatwo przyswajalna, ale to za sprawą małej ilości szczegółów. Większość materiału została opisana dość powierzchownie. Opisywane rozwiązania dotyczą czasem wyłącznie jednej przeglądarki i autor nawet o tym nie wspomina. To ważne uchybienie. Po przeczytaniu czuje się wyraźny niedosyt.
Jest też jedna rzecz na którą zwróciłem uwagę — czcionka zastosowana w tytułach i podtytułach. Bardzo mi ona nie pasuje. Zauważyłem, że bardzo często podświadomie pomijam tytuły i podtytuły. Są one po prostu niewyraźne. Bardzo to przeszkadza, ale jest to wada nie tylko tej książki, ale każdej książki wydawnictwa Helion. W rezultacie nie wiem na co zwrócić uwagę podczas czytania danego podrozdziału.
Podsumowując: książka ujdzie w tłuku, ale rewelacja to to nie jest. Polecam szczególnie początkującym (ze względu na łatwość przyswajania), ale gwarantuję, że po przeczytaniu czytelnik będzie miał wiele pytań i wątpliwości. Bez książki uzupełniającej się nie obędzie. Ja już taką nabyłem: „JavaScript dla webmasterów. Zaawansowane programowanie” Nicholas’a C. Zakas’a.
Dyskietki 3½ cala o pojemności 200MB
Sklep internetowy www.designboom.com ma w swojej ofercie ciekawy nośnik danych - dyskietki 3½ cala o pojemności 200MB. Dyskietka ta jednak tylko pozornie jest dyskietką. Po odwróceniu okazuje się, że jest to zwykła płyta CD w kształcie dyskietki z “dyskietkowym” nadrukiem. Niby niezły szpan, ale cena za miła to nie jest… 10$ za płytkę 200MB to kupa kasy. W porównaniu do płyt-wizytówek kosztujących z reguły ok 1,50zł (50MB, ale pojemność z ceną nie mają tu za dużo wspólnego) wypadają raczej blado.
http://www.designboom.com/shop/floppydisk.html
Ściąganie wielu plików na raz z pomocą Firefoksa
Ostatnio zainteresowałem się językiem Python. Dziś w szkole kolega wspomniał o jego implementacji na system Symbian. Zaprezentował mi krótko jego możliwości i od razu wiedziałem że to coś dla mnie. Dostałem od niego link do strony z przykładowymi kodami źródłowymi:
http://www.mobilenin.com/mobilepythonbook/examples.html
Stwierdziłem że muszę przetestować je wszystkie. Jednak klikanie w kolejne linki Download było by niezmiernie nużące. Wprawdzie można by napisać jakiś skrypt w sed-zie lub awk (ewentualnie jakimkolwiek języku programowania), ale już szybciej bym chyba wyklikał te odnośniki.
W poszukiwaniu idealnego rozwiązania natrafiłem na dodatek do przeglądarki Firefox -
Snap Links. Postanowiłem go zainstalować, ale okazało się, że nie jest kompatybilny z moją wersją przeglądarki. Jednak brak kompatybilności był tylko pozorny. Ze strony
https://addons.mozilla.org/en-US/firefox/downloads/file/19122/snap_links-0.0.4-fx.xpi
ściągnąłem paczkę. Z racji tego że dodatki do Firefoksa to archiwa zip, tylko z innym rozszerzeniem, edytowałem znajdujący się wewnątrz plik install.rdf. To właśnie wewnątrz niego znajdują się informacje na temat kompatybilności dodatku z wersją przeglądarki. Edycji poddać należy linijkę:
<em:maxVersion>3.0a8</em:maxVersion>
zamieniając 3.0a8 na swoją wersję przeglądarki lub nowszą. Po zapisaniu pliku można już bezproblemowo zainstalować dodatek, poprzez przeniesienie ikonki archiwum do okna przeglądarki. Po zainstalowaniu należy uruchomić ponownie Firefoksa i ewentualnie dostosować preferencje Snap Linksa.
Używanie programu sprowadza się do przytrzymania klawisza Ctrl, zaznaczeniu prawym przyciskiem myszy (lub innym, ustawionym przez użytkownika) linków i wybraniu z menu pożądanej opcji. Ściąganie tak dużej ilości plików przez menadżera Firefoksa wymaga wielu kliknięć. Moim zdaniem lepiej skopiować linki do schowka, a resztą powinien zająć się wget:
wget link1 link2 ... linkN
Szybko i bezboleśnie. Ten sposób można wykorzystywać z różnymi stronami. Już czuję jak ten dodatek ułatwi mi życie
Szkoła bezpiecznej jazdy
Na skutek rozmowy z kolegą z klasy na temat wykonania manewru zwanego altonen (obrót samochodu o 360°) otrzymałem link do ciekawego zbioru artykułów dotyczących bezpiecznej jazdy. Po przeczytaniu interesującego mnie artykułu postanowiłem przejrzeć pozostałe. Na przejrzeniu się nie skończyło. Okazało się bowiem że artykuły te są ponadprzeciętnie ciekawe. Opisują one najczęściej popełniane przez kierowców błędy, prawidłowe zachowania i dają wiele ciekawych rad. Przed tą lekturą nie zdawałem sobie sprawy jak słabymi jesteśmy ja oraz osoby z którymi kiedykolwiek miałem okazję jeździć kierowcami. Zła technika hamowania, niewłaściwe używanie sprzęgła, zły sposób pokonywania zakrętów - to tylko niektóre z najczęściej popełnianych przez kierowców “grzechów”. Aby jeździć bezpiecznie trzeba być świadomym złych nawyków. Ten zbiór artykułów Ci to umożliwi. Co prawda wyzbycie się starych przyzwyczajeń i nabycie nowych nie jest proste, wierzę że się opłaca, dlatego też zacząłem je wcielać w swój styl jazdy. Jeśli i Ty chcesz być lepszym kierowcą przeczytaj artykuły ze strony: Rajdowa Szkoła Piotra Wróblewskiego. Na pewno Ci się to opłaci.
Przygoda z Domeny.pl
Latem zeszłego roku dokonałem zakupu domeny pod forum mojej klasy: 3ite.pl. Całość dużo mnie nie kosztowała, bo 8,88zł. Przed wypełnieniem formularza zamówienia przeczytałem kilkukrotnie regulamin. Całość jasna i oczywista - wykupuję sobie domenę na rok, potem z niej rezygnuje i nie ma problemu. Potem jednak narodził się pomysł stworzenia forum dla całej szkoły – energol.pl. Po chwili zamówiłem kolejną domenę, na podobnych warunkach - Promocja! Jesienna domenomania – z zamiarem zerwania umowy po roku i ponownego jej nawiązania na kolejny rok.
Wszystko ładnie, pięknie, minął sobie rok i na mejla zaczęły napływać listy z danymi potrzebnymi do przelania pieniędzy w celu przedłużenia ważności domeny. Olałem to, bo stwierdziłem, że domena nie jest mi już potrzebna. Po ok dwóch tygodniach przyszedł do mnie list polecony o ciekawej treści. Wynikało z niego że w przypadku nie uregulowania należności zostanę wpisany do Krajowego Rejestru Długów. Dodatkowo mam zapłacić 25zł za wysłanie tego poleconego papierka. Ciekawy jest fakt, że grozili mi umieszczeniem mnie w KRD, jeśli nie zapłacę 147 zł w ciągu tygodnia, a regulamin KRD wymaga długu większego od 200zł, nie spłacanego przez minimum 60 dni.
Po długiej rozmowie z konsultantką zostałem uświadomiony o treści punktu 6-ego regulaminów obu wykupionych przeze mnie domen:
6. Przeniesienie domen zarejestrowanych w ramach promocji “Urodzinowa superoferta” do innego usługodawcy lub rezygnacja z odnowienia tych domen przed upływem trzech lat od daty ich rejestracji, zobowiązuje Abonenta do uiszczenia z chwilą rezygnacji jednorazowej opłaty w wysokości proporcjonalnej do czasu, który pozostał do końca w/w okresu i ustalonej według aktualnie obowiązującego cennika. Abonent domeny zobowiązuje się nie podejmować żadnych działań, uniemożliwiających spełnienie powyższego warunku.
No i trochę lipa, bo teraz trzeba bulić. Uważam postępowanie Domeny.pl za chamskie, gdyż po kilkukrotnym przeczytaniu regulaminu nie udało mi się wychwycić tak istotnej informacji (choć starałem się wychwycić takie niespodzianki). Wkrótce jednak opłaciłem obie domeny.
Dziś (27.08.2008) dostałem dwa listy z fakturami. Jakież było moje zdumienie gdy w środku otrzymałem prezent (nie licząc faktury) - śliczne, kolorowe karteczki. Teraz już się nie gniewam.
Jeśli masz pomysł na niekomercyjne wykorzystanie domeny 3ite.pl, to daj znać - moję Ci ją podarować. Będzie opłacana do sierpnia 2010 roku.





